Drodzy Rodzice,
którzy właśnie próbujecie ogarnąć święta, dzieci, listy zadań, zakupy, emocje i oczekiwania — ten list jest do Was.
Do tych, którzy czują, że powinni więcej.
Do tych, którzy chcieliby, ale nie mają już siły.
Do tych, którzy zastanawiają się, czy „to wystarczy”.
Chcę Wam dziś powiedzieć jedno:
nawet nieidealne święta mogą być najpiękniejszymi, jakie Wasze dzieci zapamiętają.
To ważne, żeby to głośno powiedzieć. Te perfekcyjne stoły, równiutkie pierniki, dom posprzątany jak z katalogu, rodzina uśmiechnięta bez przerwy — to scenografia. To nie jest rzeczywistość.
W prawdziwych domach dzieci marudzą, barszcz wykipi, ktoś zgubi ozdobę z choinki, a kot wszystko strąci. W prawdziwych domach rodzice próbują być w kilku miejscach naraz i czasem zwyczajnie nie dają rady. I to jest w porządku. Bo dzieci nie potrzebują świąt „idealnych”. Potrzebują… Was.
Dzieci pamiętają śmiech, przytulenie, ciepło, zapach mandarynek, kruszący się makowiec, za ciasny stół, a nie to, czy okna były umyte w listopadzie.
Pamiętają: że mogli pomagać, że mogli nie pomagać, że mogli się pobrudzić, że mogli mieć swoje drobne „chaosy”, że byli przyjęci tacy, jacy są. I to jest największy prezent, jaki rodzic może dać.
Nikt nie powie:
„Moje dzieciństwo było cudowne, bo firanki były idealnie wyprasowane”.
Ale wiele osób powie:
„Pamiętam ciepło. Pamiętam atmosferę. Pamiętam, że nie musiałem być idealny”.
Możesz nie upiec dwunastu potraw. Możesz nie zdążyć ze wszystkimi prezentami. Możesz zrobić zakupy na ostatnią chwilę. Możesz nie mieć głosu po tygodniu zakatarzenia i zarwanej nocy.
Święta to nie egzamin. To rytuał bliskości — nawet jeśli jest trochę pokrzywiony, poprzesuwany i niespójny. Odpuszczenie nie jest oznaką słabości. To jest oznaka miłości i priorytetów.
Bo zamiast myć okna — możesz poczytać dziecku.
Zamiast prasować obrus — możesz z nim narysować bałwana.
Zamiast pędzić za ideałem — możesz po prostu być.
Rodzice też są ludźmi. Mają prawo do zmęczenia, frustracji, braku czasu, chwil zwątpienia. W święta emocje lubią wzbierać, jak kompot na ogniu — i to normalne, że czasem pokrywka podskakuje. Nie jesteś gorszym rodzicem, jeśli:
Zbyt słony barszcz, przewrócona choinka, krzywo zapakowany prezent, śpiewanie kolęd do złej melodii …. To są te rzeczy, które po latach wywołują najcieplejszy śmiech. Z tego rodzą się rodzinne anegdoty. Z tego powstają wspomnienia, które są prawdziwe — nie instagramowe.
I powiedz sobie:
„Nie muszę wszystkiego. Naprawdę nie muszę.”
Życzę Ci świąt, które nie będą idealne, ale będą Wasze. Świąt, w których znajdziesz choć jedną chwilę tylko dla siebie. Świąt, w których pomyślisz: „Jestem wystarczająco dobrym rodzicem. I moje dzieci to czują”.
Bo czują.
Zawsze.